niedziela, 25 lutego 2018

I lost my friend, I lost myself.

Zawsze chciałam się z Nim przyjaźnić. Wiesz.. Zazdrościłam innym, że mają z Nim kontakt niemalże codziennie a ja nie. Znałam Go tylko z opowiadań. On miał tylu przyjaciół. Niesamowicie dobrze się rozumieli. Ja tylko obserwowałam. W zasadnie to wtedy chyba nie do końca wiedziałam czego chcę, ale marzyłam o tym alby się z Nim zapoznać. To nie było takie łatwe. Nie wiedziałam jak. Sam dobrze wiesz jak trudno odezwać się pierwszy raz do kogoś kogo nie znasz. Tak przez długi czas patrzałam na ludzi jak się do Niego odzywają, jak Go traktują, jak biorą z niego przykład. W końcu z czasem zaczęłam się do Niego niepewnie zbliżać. Wiele ludzi z każdej strony powiadali na Jego temat straszne rzeczy. Niektórzy mieli Go za nic. Inni nie chcieli Go nawet poznawać. Inni zaś byli bardzo szczęśliwi bo Go doskonale znali, mieli wspólny kontakt od lat. Przebywając z tymi ludźmi bardziej zbliżało mnie to do Niego. Mogłam zrobić kolejny krok. Zaczęłam po cichu się do Niego odzywać. Minęło trochę czasu i poznaliśmy się w ciszy przez drugiego człowieka. Dzięki temu człowiekowi zaczęłam przebywać w Jego towarzystwie, słuchałam Go co do mnie mówi, ale ja miałam wrażenie, że mnie nie słyszy, bo zbyt głośno krzyczeli do Niego Ci co w niego nie wierzyli, Ci co go nienawidzili, Ci co Go nie znali. Ci co Go mało znali odciągali mnie od Niego. Pokazywali różne rzeczy, którymi powinnam była się zajmować. Ja szłam dalej. Był taki moment kiedy zaczęłam mówić mu wszystko, ale On to wszystko wiedział. Wiedział o mnie wszystko.. No i wiesz zaczęliśmy się spotykać. Czasami u Niego w domu, gdzie byli też inni ludzie, ale częściej u mnie. I był to najlepszy czas mojego życia, kiedy wiedziałam, że wszystko jest na swoim miejscu, wszystko idzie we właściwym kierunku. Czasami nie byłam wobec Niego w porządku. Trudno się do tego przyznać, ale spotykaliśmy się mniej więcej. (raczej mniej) we dwoje i przepraszałam Go za to. Za słabości za kłamstwa, złe rzeczy, ale wiesz, On mimo wszystko zawsze cieszył się na te spotkania i szybko zapominał o tych słabościach i jakoś nigdy nie był zły. Minął rok, drugi.. Stworzyliśmy na prawdę mocną silną relacje. Zaczęłam opowiadać innym o Nim a ludzie słuchali mnie. Niektórzy mi nie wierzyli, że taka przyjaźń istnieje, ale większość pytała co mają zrobić aby Go też poznać.. Rozmawialiśmy codziennie, mogłoby się wydawać, że jest to już tak silna relacja, że za nic w świecie nikt i nic jej nie będzie w stanie rozerwać. Ale z czasem ja mu mówiłam coraz mniej. Nie przychodziłam już do Niego ani ja nie zapraszałam do do siebie.  Nie przepraszałam już go za nic.. Z dnia na dzień cofałam się o krok do tyłu. Szłam przed siebie. Sama sobie. Nie wołałam go. Chyba pomyślałam, że już nie jest mi potrzebny. Aż pewnego dnia kiedy się odwróciłam nie widziałam już Jego twarzy. Czas sobie mijał a ja odwracając się teraz widzę już tylko swoje ślady.. Tak się nie da iść tym bardziej kiedy każda droga wydaje Ci się taka sama, nie możesz podjąć decyzji którą wybrać i ciągle zmieniasz kierunki i gubisz się. Gubisz się i już nie widzisz tej drugiej ręki, której zawsze mogłeś zaufać, że wyprowadzi Cię na prosto jak zawsze. Bo nie ma już tego zawsze. A ja się zgubiłam.





poniedziałek, 13 czerwca 2016

Coś się kończy i coś się zaczyna

Hej! Jak ciężko jest napisać jakieś mądre słowo po tak długiej przerwie. No dobra.. bywały dłuższe, ale obiecałam sobie, że czas przed maturą wykorzystam na ostatnią naukę i powtórki. I tak też zrobiłam. Było ciężko. Było Strasznie. Dużo stresu. Co jak się potem okazało nic tego nie było warte, a nawet wręcz przeciwnie. Było zabawnie, szczególnie na maturach ustnych. I może dlatego, że podeszliśmy do tego tak pozytywnie udało nam się je zdać całą 12stką! Czyli cała klasą.  Matury już na szczęście za mną, za NAMI maturzystami! Teraz czekamy na wyniki, jestem dobrej myśli. Świadectwo ukończenia szkoły już mam. Ten etap uważam za zamknięty. Coś się kończy coś zaczyna. Jeszcze do końca trudno mi stwierdzić co się teraz zaczęło, albo może co się dopiero zacznie? Na razie nie zmieniło się nic poza tym, że mogę spać spokojnie do godziny 10, nie muszę martwić się, że zaśpię na busa do szkoły, że nie muszę się uczyć, przejmować czy mogę zgłosić jeszcze nieprzygotowanie z matmy.. Tak długo się na to czekało, a teraz nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Cały czas szło się jedną drogą, w jedna stronę. Szkoła. Rok za rokiem. Ta droga się skończyła i teraz jest tych dróg nieskończenie wiele i można wejść na którą się tylko chce. Można robić wszystko. Teraz wybór tylko mój. Jedną ważną, nawet może trochę trudną decyzję już podjęłam i niedługo czeka mnie dość długi wyjazd, ale o tym może wspomnę nieco później, kiedy wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Jak to się mówi.. lepiej nie zapeszać! Tym co są obecne w takiej samej sytuacji jak ja, życzę dobrych decyzji, dobrych wyborów i jak najwięcej spontaniczności! 

sobota, 30 kwietnia 2016

Czteroletnia przerwa na reklamę!

2 września 2012 roku pojawił się na moim blogu krótki wpis. Chciałam go usunąć po pewnym czasie, ale dobrze, że tego nie zrobiłam. Teraz jest jednym z najważniejszych. Napisałam go dzień przed rozpoczęciem roku, przed moim pierwszym dniem w technikum. Aż trudno mi uwierzyć, że minęły 4 lata i odebrałam wczoraj świadectwo ukończenia szkoły...
Przed chwilą wróciłam do tych moich pierwszych wpisów, gdzie pisałam o tych pierwszych wrażeniach, o tym jak wszyscy się poznawaliśmy.. Miło tak do tego wrócić i zobaczyć jakie wtedy miało się podejście z tym co jest teraz. W zasadzie nic się nie zmieniło. Pisałam, że mam świetną klasę, byłam pozytywnie nastawiona, cieszyłam się z nauczycieli... i mimo, że po drodze różnie bywało i gdy ktoś pytał mnie czy mogę polecić szkołę zdecydowanie mówiłam - nie. ALE! w tym momencie z ręką na sercu mogę powiedzieć, że były to najwspanialsze cztery lata. Jakoś jeszcze niedawno ktoś mówił, że może teraz nie, ale za kilka lat będziemy pamiętać tylko te dobre chwile.. To u mnie ten czas chyba już nadszedł, bo kiedy staram się popatrzeć wstecz przypominam sobie tylko to co było dobre.